wtorek, 25 listopada 2014
Wtorkowo
Ahh gdyby tak można było codziennie wstawać troszkę później niż zwykle ale ze mną się chyba i tak nie da za długo spać. Zawsze byłam "porannym ptaszkiem" także i nie potrafię i nie mogę spać dłużej bo po prostu mój mózg ma zakodowany magiczny zegarek, który budzi mnie wcześnie rano. Myślę, że ma wmontowany czujnik słoneczny i takim to sposobem pospałam sobie o 30 minut dłużej niż zwykle. Ranek zaczęłam od razu po rutynowych czynnościach od malowania ściny na ciemno szaro, wyszło pięknie sama jestem z siebie dumna. Wieczorem zeszlifowałam też stary stolik, który teraz będzie należał do mnie- muszę go tylko od remontować, przede mną jeszcze tylko film na dobranoc i dzień skończony.
Poniedziałkowy post
Poniedziałek zleciał nawet nie wiem kiedy minął. Zaczął się dość leniwie śniadaniem i kawą jak zwykle, a skończył spaniem w swoim dawnym pokoju. Ostatnio moje myśli krążą wciąż wokół jednego, tego jak będzie ostatecznie wyglądał mój pokój, w głowie rysuje plan wszystkiego, gdzie będzie stało łóżko, jakie półki, jaka ściana jakie zasłony i tak dalej. Wszystko niestety znika gdy popatrzę na mój pokój w stanie obecnym, ale już nie długo, jeszcze tylko chwilę i już będzie, Ale nie samym remontem żyje człowiek, po południu spotkałam się ze starymi znajomymi, nie widzieliśmy się już bardzo długo, dlatego tez spotkanie było długo przeze mnie wyczekiwane. Powspominaliśmy stare dzieje ze szkoły - kto jakie uwagi miał w dzienniku i jak się teraz każdemu żyje. Oj przegadaliśmy ze sobą połowę nocy, a wydawało się że rozmawialiśmy tylko chwile. Po tak przegadanym wieczorku i nocce w końcu spokojnie zasnęłam, śniąc o niebieskich migdałach.
niedziela, 23 listopada 2014
Niedziela jak nie Niedziela
Niby dzień wolny od pracy, ale nie u mnie bo u mnie remontu ciąg dalszy. Już tylko odliczam dni na wyimaginowanym kalendarzu kres mojej bałaganowej katorgi. Liczę tylko na to, że w końcu ujrzę światełko w tunelu i ujrzę to co mi się zamarzyło. Cały dzień zleciał dość leniwie, a kończąc swoją prace na dziś, spędziłam miły wieczór na pogaduchach o niczym z najlepszymi ludźmi pod słońcem.
Kolejny dzień, czyli drugi z kolei
Sobota czyli wolne, ale jednak nie... od rana zanim jeszcze otworzyłam oczy wszyscy zaczęli remontować co się da. Ja natomiast spokojnie rozpoczęłam dzień od mocnej kawy, żeby przygotowała mnie na cały dzień, śniadanie, zaraz potem trochę sportu żeby wyrwać się choć na troszkę z domu. Pogoda zachęca, żeby wyrwać się z domu, ale cóż tym razem rękami i nogami trzymają mnie nie wyremontowane ściany, tak więc poddaję się i do końca dnia ochoczo z uśmiechem na twarzy gipsuję sobie ściany.
czwartek, 20 listopada 2014
Co ja pacze- dzień pierwszy
Otwieram cykliczne posty o tym co widzę.
Z własnego podwórka zauważyłam tyle, że obok mnie urodziło się nagle znane każdemu- ogólna poprawa własnej przestrzeni, która w początkowej fazie swoich narodzin wygląda jak jedna wielka bliżej nieokreślona materia. Oczywiście remont to fajna działalność, jednak póki co kicham kurzem, śpię z tapetami i farbami, a w korytarzu jest pełno narzędzi, których nazwy nawet nie potrafię powtórzyć.
Oczy mi się otwierają same, jak zwykle o tej samej godzinie, 7.30 to mój czas na poranną kawę, zaraz potem śniadanko, poranna gimnastyka ciała, prysznic, przegląd codziennej prasówki i w drogę na poszukiwanie przygód. Na obecną chwilę jazda autobusem to moja najczęstsza rozrywka dla wzroku, można spotkać na przykład panie w sędziwym wieku, które zawsze są na NIE, albo też Pana Kanara co lewa nogą wstał. Dziś w sumie spędziłam wolny dzień na zajęciach a po powrocie do domu ... to co lubię najbardziej "remontowy rozgardiasz". W chwili miedzy rozbieraniem jednej ściany, a ubieraniem drugiej klawiszuje wam tu co ciekawsze momenty zarejestrowane przez nienaganne spojrzenie. Za mną stresor rozmowy stażowej a przede mną końcem świata i ostatnie chwile zanim spokojnie zasnę z tapetą i farbą przykryta śnieżną ciemnicą.
Oczy mi się otwierają same, jak zwykle o tej samej godzinie, 7.30 to mój czas na poranną kawę, zaraz potem śniadanko, poranna gimnastyka ciała, prysznic, przegląd codziennej prasówki i w drogę na poszukiwanie przygód. Na obecną chwilę jazda autobusem to moja najczęstsza rozrywka dla wzroku, można spotkać na przykład panie w sędziwym wieku, które zawsze są na NIE, albo też Pana Kanara co lewa nogą wstał. Dziś w sumie spędziłam wolny dzień na zajęciach a po powrocie do domu ... to co lubię najbardziej "remontowy rozgardiasz". W chwili miedzy rozbieraniem jednej ściany, a ubieraniem drugiej klawiszuje wam tu co ciekawsze momenty zarejestrowane przez nienaganne spojrzenie. Za mną stresor rozmowy stażowej a przede mną końcem świata i ostatnie chwile zanim spokojnie zasnę z tapetą i farbą przykryta śnieżną ciemnicą.
Let me begin
Chyba wszystkim znana piosenka... i co najważniejsze jesteśmy z tego samego rocznika :)
Tak zaczynam moją autobiografię, piosenką, która po dziś dzień jest jedną z moich ulubionych, oddaje ona mój charakter ... co by się nie stało- przedstawienia musi trwać. Nie raz dopadały mnie chwile zwątpienia czy to co robię ma jakikolwiek sens, ale patrząc z perspektywy czasu, nie byłabym teraz w miejscu w którym się obecnie znajduję
Nie myślałam, że tak ciężko będzie mi napisać autobiografię. Historia moich urodzin jest do dnia dzisiejszego moją ulubioną, ponieważ chociaż tego nie pamiętam to już od początku zapowiadało mi ciekawe życie. W momencie, kiedy moja mama była wieziona w nocy pomarańczowym maluchem do szpitala przez mojego tatę, okazało się, że lampy w samochodzie są zepsute. Na nieszczęście i na szczęście moje, ojciec został zatrzymany przez policję (zaznaczam, że moja mama była już w chwili porodu). Policjant podszedł do samochodu spokojnym krokiem i zobaczył, że kierowca jest lekko zdenerwowany, a zaraz po chwili zobaczył na tylnym siedzeniu moją mamę w dość niekomfortowym położeniu. Panów policjantów musiał dość agresywnie zadziwić fakt takiego obrazka w nocy. zaraz jednak wykazali się dobrym wychowaniem i zaproponowali, że będą eskortować "porodową wycieczkę" na sygnale pod sam szpital i tak też się stało. Co spowodowało, że cały szpital "został postawiony na nogi" specjalnie dla mnie :), na szczęście tato nie dostał mandatu, a dodatkowo został ostrzeżony, którędy ma wracać. A i tak zrobiłam wszystkim na złość, bo po tylu emocjach musiałam się jeszcze wyspać i świta zobaczyłam dopiero rano. I tak to się zaczął pierwszy dzień w moim życiu.
Codziennie póki co budzę się w Kleosinie, tu spędziłam najlepsze i również te najgorsze dni, Jestem z tego rocznika dzieci, które pamiętają jeszcze takie zabawy, które spędzało się na podwórku, a najgorszą karą dla dziecka było zostanie w domu. Wyglądając nieraz za okno wciąż przebiegają mi przed oczami chwile beztroskości na placu zabaw, teraz mam tu w zamian za to kolorowy parking. Cała moją niepohamowaną chęć edukacji do skończenia gimnazjum spędziłam w tym moim zakątku później musiałam wyemigrować do Liceum w Białymstoku. Kleosin to mała miejscowość, wszyscy się tu dobrze znają, każdy z każdym zagada bo tak trzeba. Tak naprawdę Kleosin to wieś i nie ma co owijać w bawełnę mieszkam w ekskluzywnej wsi z Politechniką za ścianą, a za drugą ścianą mam kleosińskie centrum handlowe. Nie narzekam na taki obraz moje rzeczywistości, bardzo lubię to moje miejsce na tym świecie. Sąsiad mijany w biegu uśmiechnie się na dobry początek dnia, panowie rozpoczynają swoje debaty w miejscowym "ośrodku spędzania wolnego czasu", panie wymieniają najnowsze fakty z kraju i ze świata pod warzywniakiem, czego chcieć więcej. Zawsze zazdrosna byłam o bilety miesięczne koleżanek z klasy i ja się w końcu doczekałam, mojego pierwszego razu z biletem miesięcznym, później już tylko wspominałam jak to musiałam przejść tylko przez ulicę by znaleźć się moim centrum edukacji. Licealistką byłam "dobrą" uczyłam się, brałam udział w apelach, tańczyłam na studniówce, wszystko jak należy. Jako nastolatka miałam w sobie nie burze hormonów lecz istny tajfun, do dziś mama wspomina to jako "szczęśliwy już okres za nią", a ja tam z chęcią bym się cofnęła w okres paranoi buntowniczej. Okres Liceum nie był jakoś specjalnie inny od reszty nastolatków w tym wieku, nauka, nauka i... jeszcze raz nauka, no bo przecież- wieczne zdanie mojej polonistyki- i tak nie zdamy matury :) A jednak jakoś się udało przejść przez klucz odpowiedzi do następnego levelu.
Przyszła więc pora zastanowić się jak ułożyć sobie studenckie życie. Czy iść na Politechnikę i zostać inżynierem? Czy lepiej iść na Uniwersytet i kształcić się na humanistę. Decyzja była prosta gdy popatrzyłam na moje oceny końcowe, lepsze oceny miałam z przedmiotów humanistycznych więc decyzja teraz jakie dokładnie kierunki mnie interesują. Początkowo złożyłam na Pedagogikę i Filologię, hm... trochę mało, a co jak się nie dostanę na żaden, no więc awaryjnie zachęcona dziwną nazwą zgłosiłam się socjologa. Pomyślałam sobie "no trudno będzie co ma być" i dostałam się na Socjologię i tak to już jest, za mną 4 lata, przede mną magister. Studia ciekawe jak również sama nazwa- w każdym razie nie było nudno, otworzyły mnie na wiele spraw, do których wcześniej nie przywiązywałam uwagi. Poznałam tu mnóstwo abstrakcyjnych ludzi, zmieniających mój sposób na bycie.
Podsumowując mam za sobą zdane egzaminy z edukacji, monumentalne zbaczenia życiowe, wspinaczki po drzewach, dwa Woodstocki, kilkaset kontuzji życiowych i zdrowotnych- tyle samo wizyt najlepszego lekarza w postaci mamy, milion uśmiechów, niepoliczenie wiele wykłócania się o moją rację i przede wszystkim świadomości, że całe to dobro które, które mam na liście do zrobienia jeszcze przede mną, a lista długa.
Tyle jeszcze przede mną do zrobienia- mam czas w końcu przeżyłam dopiero ułamek sekundy :)
środa, 12 listopada 2014
A dziś ubiorę się w kogoś...
Co zakładam na co dzień? Zakładam ubranie w zależności od nastroju, związuję włosy, zakładam kolczyki, na twarz nakładam kremy, fluid, na oczy maskarę, usta przebieram w szminkę, na stopy zakładam buty, na ręce wkładam zegarek i na koniec staję przed lusterkiem i zastanawiam się w kogo się dziś przebrałam.
Każdy musi coś ubierać, ile ludzi na świecie tyle strojów, wyglądów, każdy ubiera się inaczej to normalne, jednakże strój o czymś świadczy. Nie ubieramy się bez celu, każdy strój wyraża pewną osobowość, pewne role społeczne, stereotypy, pozycję w systemie, wszystko co mam na sobie jest skrzętnie dopracowane w szczegółach. Ubieram się tak a nie inaczej bo wyrażam coś sobą,a a jednocześnie pełnie w życiu rolę córki, koleżanki, studentki, czyjejś dziewczyny, koleżanki, niezależnej kobiety, pracownicy i tak dalej można wyliczać bez końca. Nie o to mi jednak chodzi. sens w tym, że nie jesteśmy do końca świadomi że nasze zachowanie, to jak się poruszamy, mówimy, ubieramy jest kreowane przez system społeczny. To raczej przebieramy się w coś żeby, być prawdziwi w tym co robimy, wszystko to musi być jednocześnie spójne z innymi rolami.
Ciało ubieram więc w rolę społeczną jaką będę grała. A ty w kogo się dziś ubierzesz, kogo dziś zagrasz?
Każdy musi coś ubierać, ile ludzi na świecie tyle strojów, wyglądów, każdy ubiera się inaczej to normalne, jednakże strój o czymś świadczy. Nie ubieramy się bez celu, każdy strój wyraża pewną osobowość, pewne role społeczne, stereotypy, pozycję w systemie, wszystko co mam na sobie jest skrzętnie dopracowane w szczegółach. Ubieram się tak a nie inaczej bo wyrażam coś sobą,a a jednocześnie pełnie w życiu rolę córki, koleżanki, studentki, czyjejś dziewczyny, koleżanki, niezależnej kobiety, pracownicy i tak dalej można wyliczać bez końca. Nie o to mi jednak chodzi. sens w tym, że nie jesteśmy do końca świadomi że nasze zachowanie, to jak się poruszamy, mówimy, ubieramy jest kreowane przez system społeczny. To raczej przebieramy się w coś żeby, być prawdziwi w tym co robimy, wszystko to musi być jednocześnie spójne z innymi rolami.
Ciało ubieram więc w rolę społeczną jaką będę grała. A ty w kogo się dziś ubierzesz, kogo dziś zagrasz?
Breathe ...
Tak... oddychaj, oddychaj całym sobą, oddychaj swoimi płucami, oddychaj myślami, oddychaj umysłem, oddychaj sercem, oczami, ustami, oddychaj gdy nie masz siły i gdy masz jej w nadmiarze, oddychaj nawet gdy oddychasz.
Zdrowy dorosły człowiek oddycha przeciętnie 16-18 razy na minutę, ale czy ktoś to liczy? Czy zdajesz sobie sprawę, że wogóle oddychasz? Czy jesteś świadomy jak oddychasz? Pomyśl o tym teraz, zatrzymaj się na chwilę, zamknij oczy, przestań myśleć o sprawach, które teraz są bez znaczenia, daj sobie choć chwilę, daj sobie czas i weź kilka głębokich oddechów ale takich świadomych. Świadomych bycia tu i teraz - odpocznij, wyłącz się zresetuj, nazwij to jak chcesz ale przede wszystkim oddychaj.
W całym tym zgiełku codziennych spraw, wielu WAŻNYCH spraw, ale czy naprawdę tak ważnych, że nie mamy czasu dla siebie, by choć na chwilę, gdziekolwiek chcesz, o każdej porze, która Ci pasuję zatrzymać się, wyłączyć i wziąć kilka mądrych oddechów? Nie, to nie jest sprawa życia i śmierci, to sprawa by odpocząć. Tak wiem każdy oddycha, bez tego nie moglibyśmy żyć, nie sprawdzałam, ale raczej trudno byłoby bez tego przeżyć. Tak trywialne, małostkowe, śmieszne, może nawet kompletnie bez sensu, ale tak "oddycham", oddycham by poczuć się wolna, wypoczęta. To jak spadanie, poddaj się temu kompletnie, te kilka chwil daje mi mój własny świat, gdzie wszystko nagle znika, staje się nie ważne, to ja jestem w centrum uwagi, a nie spóźniony autobus, korki, czy ludzie którzy dziś nadepnęli mi na piętę. Lubię tę porę, gdy tuż przed snem, zanim jeszcze moje oczy zapadną w podróż, zanim jeszcze odpłynę, wtedy to oddycham, ale tak naprawdę oddycham i wszystkie moje członki płyną bezwiednie razem ze mną w nieznane...
Kropla po kropli by znaleźć spokój ducha
Nie przepraszaj za płacz. Bez takich uczuć jesteśmy tylko robotami. Elizabeth Gilbert – Jedz, módl się, kochaj.
Z biologicznego punktu widzenia płacz to "nerwowa nadprodukcja łez", jednak z drugiej strony płacz jest to jedna z wielu emocji wyrażanych przez człowieka. Jest oznaką przeżywanego przez człowieka fizycznego bądź psychicznego bólu. Sprawia, że za nią przychodzi ulga i ukojenie.
Nie jest to łatwy temat do rozważań, często ludzie tłumią swoje emocje, ponieważ boją się pokazywać innym co naprawdę czują, grając bezdusznych sądzą, że w ten sposób nikt ich nie zniszczy. Nie dokopie się do ich prawdziwego oblicza i nie wykorzysta tego przeciwko nim, nie dowie się że tak naprawdę im też na czymś zależy. Przez wielu ludzi płacz uważany jest za oznakę słabości, bezsilności i ogólnej niemocy wobec świata. To jest jak budowanie wokół siebie muru, który am zapewnić nam ochronę przed całym złem tego świata, żyjąc w przekonaniu, że wyzbycie się uczucia płaczu ochroni ich i sprawi że staną się silniejsi. Jednak to tylko złudne wrażenie, ponieważ nikt nie jest bez serca, a stłumione emocje wybuchną ze zdwojoną siłą w nie oczekiwanym momencie, pokazując nasze prawdziwe wnętrze.
Powodów płaczu można wyliczać bez końca i lista nigdy by się zapewne nie skończyła, płacz może być spowodowany przez najróżniejsze zdarzenia, zaczynając od zwykłego fizycznego bólu, kończąc na kryzysowej sytuacji życiowej jak na przykład śmierć kogoś bliskiego. Niestety należę do tej kategorii ludzi, dla której płacz jest oznaką słabości, dlatego też ciężko jest mi się przyznać z jakiego powodu ostatnio płakałam, ponieważ nie pamiętam kiedy ostatni raz płakałam. Zaglądając w głąb samej siebie przychodzi mi na myśl, (nie wiem czy to był ostatni raz, ale na pewno ostatni, który pamiętam do dziś bardzo dokładnie) rozstanie z bliską mi osobą, dokładnie było to na pierwszym roku studiów. Przeżywałam ten ból przez bardzo długi czas i przez bardzo długi czas nie mogłam się pogodzić z tą myślą, ze nigdy więcej jej nie zobaczę, zdając sobie sprawę że powinnam na nowo ułożyć sobie życie.

"Dziś już wyruszam
To będzie już dziś, na pewno.
Okrężną drogą przejdę jeszcze tylko raz
tak by spojrzeć tam gdzie czarne były moje dni,
gdzie śmiałam się najszczerzej
gdzie płakałam najczulej..."
pomysł na pomysł
To chyba najtrudniejszy temat z jakim muszę się zmierzyć. Długo myślałam nad moją kreatywnością i doszłam do wniosku, że jest kilka rzeczy. Kiedy byłam jeszcze harcerką moja pomysłowość dotyczyła zajęć, potrafiłam wymyślać coś na poczekaniu dla moich zuszków, zęby je jakoś zająć. Wymyślało się różne gry, zabawy, robiliśmy różnego rodzaju przedmiotu, origami, one czasami podpowiadały mi jak coś lepiej zrobić. Obecnie myślę, że potrafię być naprawdę twórcza jeśli chodzi o siedzenie, tak siedzenie. Często mama mi mówi jak wogóle mi tak może być wygodnie, a ja po prostu usadawiam się tak jak mi najlepiej. Kolejna kategoria należy już do DIY, bardzo często lubię po prostu zrobić coś z niczego, kiedyś były to bransoletki, potem kolczyki, później pierścionki, obecnie lubię robić coś z niczego. Ostatnio zrobiłam koszyczek z gazet, który potem pomalowałam na biało- wygląda naprawdę ślicznie. Myślę, że na pewno jest jeszcze kilka rzeczy w których mogę wykazać się swoją kreatywność, muszę je tylko jeszcze znaleźć.
zaczynając od początku
Często ludzie żyją w nieświadomości samego siebie, dlatego też post ten dedykuję sobie.
Gest, którego jestem świadoma i zdaję sobie w pełni z niego sprawę, to fakt, że mam niespokojne palce, polega to na tym, że moje palce są w nieustannym ruchu, jakby miały zakodowane, że muszą wciąż pracować, jak małe mrówki. Przejawia się to na przykład w ciągłym wystukiwaniu jakiegoś rytmu, który płynie w mojej głowie, bądź też nieustannie bawię się moimi paznokciami.Gestykulacja to nieodłączny czynnik towarzyszący każdemu z nas, towarzyszy nam przy każdej sytuacji. Jest ona niekiedy znakiem rozpoznawczym osoby. To co tyczy się mnie i mojej mowy ciała nie było dla mnie świadome, póki nie spytałam o to otoczenia w którym się obracam. Nigdy nie przywiązywałam uwagi do tego jak gestykuluję, robię to raczej mechanicznie, dlatego też ten post jest również odkryciem dla mnie samej. Jest wkroczeniem na własne terytorium, gdzie "ja" staję się swoim własnym "obcym". To jak wędrówka, która zawsze gdzieś przed jest przed nami, jednak nigdy nie mamy czasu, aby jej doświadczyć, ponieważ zawsze jest coś ważniejszego. Wydaje się, że te niepozorne ruchy, te małe nieistotne z punktu widzenia "świata"elementy nie mają znaczenia, ale to własnie one pokazują jak jesteśmy świadomi własnego ciała.
Kolejny charakterystyczny element dla mojej osoby to ciągłe drapanie się po nosie bez żadnego powodu. Podobno nasila się to w momencie mojego zdenerwowania, gdy muszę odreagować swój stres. Jest to dość śmieszny gest, ponieważ na początku marszczę nas a następnie lekko się w niego szczypię, co wygląda dość komicznie, gdy ktoś obcy to zauważa.
Trzecia i ostatnia charakterystyczna dla mnie czynność to częste obracanie oczami podczas rozmowy, bez żadnego powodu. Usłyszałam to kiedyś podczas rozmowy na temat znaczeń koloru oczu i tego jak się odnoszą do cech osobowości. Zapadło mi to na tyle w pamięć, że teraz za każdym razem, gdy tylko "latam moimi oczami" nie potrafię zapomnieć całej sytuacji tej rozmowy, pamiętam każdy szczegół tej konwersacji.
Tyle na temat uświadomienia sobie samej siebie i odkrywania tego co nieodkryte.
I otwieram inny świat ...
Czytanie to jak film w 3D.
Kto nie słyszał z nas o zaletach czytania? Rozwija sferę emocjonalną, intelektualną, ale czytanie to przede wszystkim podróż
Osobiście się przyznaję, że nie przeczytałam żadnej lektury do końca, a przy najmniej nie pamiętam żebym jakąś lekturę przeczytała do końca. Jednak rzecz w tym, że uwielbiam czytać książki, ale za mało na to czasu. Podczas czytania człowiek przenosi się w historię opowiedzianą innymi ustami, innymi oczami, a jednak czuje się jakby w niej był realnie, tam wszystko jest możliwe. Nagle możemy latać, czarować, być niezniszczalni, stać się kimkolwiek chcemy. Ja czytając książkę zawsze utożsamiam się z głównym bohaterem, to jakbym... ja była główną postacią tej książki, wszystko co się przydarza głównej postaci- przydarza się mnie. Było wiele książek, których nie chciałam kończyć dlatego zwlekałam z końcem książki, było też wiele takich, których nie doczytałam do końca, były i takie które przeżywałam przez następny miesiąc. Pomimo wszystko jednak, uwielbiam czytać, nie ma jednej, jedynej ulubionej książki. Mam nawet listę książek, które muszę przeczytać zanim umrę, nie wyobrażam sobie, że mogłabym odejść z tego świata nawet ich nie dotykając, jest na niej na przykład "Pięć osób, które spotykam w niebie"- kiedyś ją przeczytam.
Swego czasu byłam uzależniona od historii- opowieści bohaterów II Wojny Światowej, uwielbiam oglądać oczami to, co przeżywali pomimo trudnych czasów. To jak potrafili "żyć normalnie", zakochiwać się, robić wszystko to, co robiliby, gdyby nie było wojny. Z tego okresu pamiętam dwie książki, do których wracam co jakiś czas, pierwsza "Malowany ptak", a druga "Non omnis moriar" wpadłam na nie przez przypadek w szkolnej bibliotece, ale nie wyobrażam sobie że mogłabym ich nigdy nie dotknąć. Oczywiście chyba jak większość czytałam książki Coelho i Murakami'ego, i "dały mi do myślenia", to chyba te książki obok których nie można przejść obojętnie, mają coś w sobie takiego MAGICZNEGO. Do dziś przeżywam trylogię Stieg'a Larsson'a, to ona zaczęła moją historię z zakochaniem się w thrillerach książkowych. Jeśli jednak chodzi o ostatnią książkę, to przeczytałam ją podczas mojego 11- dniowego pobytu w szpitalu tego lata, a jest to "Lśnienie", które oczywiście było na mojej liście. Książka jest zaczarowana, jak w sumie każda z książek, ale nie potrafiłam się od niej oderwać i oczywiście potem obejrzałam film ... który mnie zawiódł.
Swoje książki zawsze wypożyczam, nie kupuję, bo bym chyba zbankrutowała, może dla nie których to bez sensu, ale jestem przekonania, że skoro mogę ją sobie równie dobrze kupić to mogę ją równie dobrze postawić na półce i czekać aż nie będę miała co czytać. Książki wypożyczone mają to do siebie, że nie zawsze wszystkie są i jest pewien termin zwrotu - i to jest piękne. Nie mogę sobie pozwolić, by książka na mnie czekała, a wręcz przeciwnie gdy zachodzę do bibliotek, to ja czekam na nie, wyglądam za nimi, organizuję sobie wszystko pod kątem tego żeby przeczytać książkę, jestem ich niewolnikiem, uwięzionym w zamku czasu. Mam świadomość, że może się zdążyć, że nigdy nie będę miała okazji do niej wrócić, dlatego każdą książkę traktują jakby była moją pierwszą i ostatnią, jakbyśmy nie mieli się już nigdy spotkać. Chłonę z nich wtedy wszystko co się da, wysysam je do ostatniej strony, do ostatniej litery. To jak pewne osoby, które stają na naszych drogach i spotykamy je tylko raz, ale wiemy że to te, które coś zmieniły w naszym życiu i żałujemy, że to był tylko raz.
Dlatego też uważam, że wypożyczanie jest o niebo lepsze niż kupowanie, to ja jestem ich więźniem, a nie one moimi
Jeszcze wiele książek czeka na moje odwiedziny
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)






